Od dawna wykonuję swój zawód z zaangażowaniem i cierpliwością godną tybetańskich mnichów. Prawdopodobnie temu właśnie zawdzięczam fakt, że ostatnia sytuacja została tak szybko i składnie wyjaśniona – nie chcę nawet myśleć co by było, gdybym nie przyłożył się tego dnia do swojej pracy.

Pomiar czasu na zawodach jest najlepszym sędzią

pomiar czasu na zawodachPrzyznam, że jak żyję i siedzę w swojej branży tak nie spotkałem się jeszcze z czymś takim, jak ostatnio. Dwóch zawodników wbiegło na metę dosłownie w tym samym momencie. Zwykle moje pomiary czasu są potrzebne zawodnikom dla ich własnej informacji – czy z każdym rokiem ich kondycja się poprawia, czy osłabia. Niemal zawsze gołym okiem widać kto wygrywa wyścig i nikt nie próbuje się nawet o to wykłócać. Tym razem było jednak inaczej. Każdy z zawodników był przekonany, że to on wygrał, nikt z obserwujących nie był jednak w stanie stwierdzić, który z nich był na mecie pierwszy. W tym momencie wszystko zależało ode mnie. To był drugi powód, dla którego przeprowadza się pomiar czasu na zawodach – wynik stopera jest zwyczajnie argumentem nie do podważenia. Różnica wynosiła zaledwie dwie milisekundy, ale wyraźnie wskazywała na zwycięzcę. Nikt nie próbował sprzeczać się, że pomiar czasu został źle wykonany, czy coś w tym stylu. Jak już wcześniej mówiłem – podanie czasu, w którym zawodnicy wbiegli na metę jest decydujący i kończący jakąkolwiek dyskusję. W takich momentach widzę kolejny sens w wykonywanej przeze mnie pracy – pozwala ona na uczciwe i rzetelne wskazanie zwycięzcy w niejasnych sytuacjach.

Dlatego właśnie tak bardzo przykładam się do swojej pracy. Nikomu nie robi różnicy przy ogólnym ogłoszeniu kto jaki miał czas, czy pomylę się o sekundę w jedną czy w drugą stronę. Znacznie większe problemy robią się w momencie, w którym pomiar czasu decyduje o tym, kto wygrał pierwsze miejsce w wyścigu.